„Sortowanie runa – wybieramy Miss (i Mistera) Owczego Włókna”
Każda owca jest cudowna. Ale przyjrzyjmy się faktom: nie każde pasmo runa marzy o tym, by zostać swetrem z kolekcji premium. Dlatego sortujemy.
Co to znaczy sortować runo?
Po strzyży rozwijamy runo jak mapę skarbów. I rzeczywiście – trzeba dobrze wiedzieć, gdzie ukryte są najcenniejsze partie.
Barki i grzbiet – najdelikatniejsze, o jednolitej strukturze – idealne na rzeczy, które będą blisko skóry.
Boki i uda – nieco bardziej szorstkie, ale wciąż wartościowe – np. na kamizelki.
Brzuch, ogon, nogi – zbyt krótkie, zanieczyszczone lub zbyt zmienne – idą do filcowania lub jako naturalne wypełnienie.
Dlaczego to ważne?
Bo od tego zależy:
jakość gotowej przędzy,
trwałość dzianiny,
komfort noszenia.
Po sortowaniu część runa trafia do farbowania, część zostaje w swoim naturalnym kolorze – wszystko zależy od projektu.
I jeszcze jedno: nic się nie marnuje.
Resztki wykorzystujemy do filcu, poduszek, mat wełnianych czy… eksperymentalnych projektów DIY.
A teraz gręplowanie :
Jeśli myślisz, że czesanie włosów rano to wyzwanie – spróbuj rozczesać gęsty kłąb runa po kąpieli. I to bez łez i narzekania.
Gręplowanie – co to w ogóle za słowo?
Pochodzi od starego rzemieślniczego terminu „grępla”, czyli narzędzia do czesania wełny. To moment, kiedy włókna zaczynają ze sobą współpracować: rozluźniają się, prostują i tworzą puszystą, równą warstwę.
Można to robić na dwa sposoby:
Ręczne gręple – czyli para szczotek, którymi czeszemy pasma jak fryzjer.
Gręplarka bębnowa – wygląda jak wynalazek babci inżynierki i działa cuda.
Efekt? Puszyste „chmurki” z włókna, gotowe do przędzenia… albo do farbowania!
Farbowanie – magia zaczyna się tu!
Po gręplowaniu możemy zdecydować, czy chcemy zachować naturalny kolor runa (beż, szarość, śmietanka), czy nadać mu nowe życie.
Jak farbujemy?
Naturalnie! Korzystamy z barwników roślinnych: łupin orzecha, cebuli, kory, korzenia marzanny.
Podgrzewamy włókna z barwnikiem i zaprawą (np. ałunem) w dużym garnku – wygląda to trochę jak gotowanie zupy, ale pachnie jak alchemia.
Farbujemy przed przędzeniem, bo farba równiej się rozprowadza i łatwiej kontrolować intensywność koloru lub po przędzeniu dla osiągnięcia różnobarwnych efektów.
To nie są kolory z fabryki. One oddychają, zmieniają się z czasem, żyją razem z wełną.